zakład

Pewnego wieczoru
Na tamtej polanie
Założyłem się z wiatrem
O ledwie garstkę łez
Że pewnego wieczoru
Na tej samej polanie
Wraz ze mną i wiatrem
Ty pojawisz się też
Uwierzyłem i zawsze
W porannej modlitwie
Prosiłem gorąco
By On usłyszał mnie
Teraz wiem, że na zawsze
Dłużnikiem zostanę
Za Twój uśmiech kojący
Za to, że On stworzył Cię
Jesteś całym mym światem,
Gdy tak cicho całujesz mnie
Niech duszy Twej płomień
Już na zawsze odgoni mrok
Teraz my jesteśmy wiatrem
A przyobiecaną garść łez
Niechaj zabierze sobie
Kto odwróci od nas swój wzrok