poem

Raz się w barze po północy
przysiadł do mnie jakiś gość
mówi do mnie "postaw piwo
bo jak widzę masz już dość"
postawiłem, a niech stracę,
wtedy do mnie koleś rzekł:
Czemu dajesz ?
Czemu pytasz ?
Czego wciąż ode mnie chcesz ?

Kim ty jesteś do cholery,
byłem zły - mówiłem mu,
a on do mnie: nie bądź szczery,
bo nie zbudzisz się ze snu,
I nie zobaczysz !
I nie uwierzysz,
Że tu ludzi nie ma już.

Kim ja jestem ? Twoim życiem,
Które wciąż próbujesz psuć
na kolanach, często skrycie,
w zapomnieniu wąchasz kurz.
Dlaczego milczysz ?
Czemu nie wstajesz ?
Długo tak będziesz żył ?

Kto cię okłamał, że w twoim świecie,
liczy się słowo "my" ?
nie bądź naiwny, weź się za siebie,
nie dziel zbyt miłych słów.
Kiedy odejdę - zabiorę ciebie,
a pozostanie smród.

A ja już chciałem by sobie poszedł
I nie mówił już o tym,
jak trzeba żyć.
Jej cichy dotyk ...
to dla mnie wszystko - dla niego nic.