Paryż

4:41
Nigdy nie była to godzina warta zapamiętania albo znacząca. Żadna nie była. No chyba, że pierwsza jedenaście - ta była. W każdym razie, ta, o której zwykle dzwonił telefon była byle jaka. Za dziewiętnaście piąta.
Dzwonek w Motoroli był wkurwiający, nastawiał człowieka źle do całego dnia, do dzwoniącego, do całego tego wstawania i do bycia pod telefonem. Dzwoni. W ustach syf, piach i żużel. Łeb pęka. Siedzisz już na łóżku ziewając i chwilę czekając aż ziewnięcie rozejdzie sie po stężałych mięśniach twarzy.
- Słucham.
I dobrze, że nikt się nie pieprzył, na sucho, pokrótce i tyle. Po co się szczypać? Co to komu daje? To tak jakby liczyć, ze ktoś tam między zdaniami wtrąci 'a co u ciebie?'. Pierdolić ich wszystkich, z nieszczypaniem jest lepiej.

Łyk kawy ze szklanki na biurku. Wczorajsza, lodowata i w dodatku gorzka, bo sobie zawsze wyobrażasz, że jak jej nie posłodzisz to poczujesz się lepiej. Że niby zrobiłeś coś dla siebie, a to gówno prawda jest. W lustrze norma - żadnego zaskoczenia w tą czy w drugą stronę. Kiedyś ktoś tam powiedział, że nie wolno dopuścić do tego, że nie patrzysz sobie w lustrze w oczy czy coś. A - że twoje lustrzane odbicie się od ciebie odwróci. Jakoś tam. Crematory chyba to śpiewało. A tu gapisz się w to lustro i wisi ci to, czy ty unikasz czy nie unikasz, co za różnica, jedno z powiedzonek, które mocno brzmią i świetnie się prezentują na stronie z gotowymi opisami. Chuj z tym.
Dobra, odpalona fajka, pierwszy głębszy wdech, jedynka, kierunek i jedziesz. Samochód można by było przy okazji umyć, ale o tej porze nie ma gdzie a po robocie się nie chce. Zasrane słońce mogło by wyjść, dla odmiany chociażby.

Parę kroków do posterunku, w powietrzu jakiś smród, dym czy co, jakieś chemiczne gówno. Śmierdzi jakby właśnie gówno co na klatce leży któryś dzień z kolei. Nigdy się nie zastanawiasz czym oddychasz w mieście i jaki to ma na ciebie wpływ. Nie ma kiedy.
Heh, na filmach zawsze ktoś wita gliniarza jak wchodzi do roboty, tam palnie ktoś 'hej Jack, jak twoja noga?' czy cokolwiek. Ta, jasne. Ludzie tu przyłażą do roboty, robią swoje, albo siedzą i się gapią a potem zwijają sie do domu. Olać, witanie mi do szczęścia nie potrzebne. Jak będę miał zajebisty dzień to powiem komuś cześć, ot, dla jaj.
W pokoju jak zwykle kazali mi zgasić fajkę i zrobili to ze spojrzeniami jakbym przyjechał dorożką. Kurwa, czaje, zakaz, ale zamyśliłem się, Boże. Tu też się nikt nie wita. To znaczy wita, ale skinieniem głowy, albo takim cześć wypowiedzianym w sposób jaki wciska się guzik do windy. Bo jak sie nie wciśnie to nie przyjedzie.

Chodziło o podwójne morderstwo z wczoraj, ciała pewnie leżałyby tam aż do smrodu - a i wtedy nie wiadomo czy ktoś by zadzwonił - gdyby taśma nie poszła w sieć.
W pokoju siedziało dwóch z kryminalnej i jakiś koleś w gajerku. No, oprócz normalnej załogi w takich sytuacjach. Puścili kasetę, czy nagranie. Bo w ogóle motyw polegał na tym, że kasetę koleś zabrał, właściwie płytę, ale nagranie szło po kablu w świat. W każdym razie łysy facet rżnął laskę w tyłek klasycznie, coś tam nawet do niej nawijał, a ona udawała, że to takie fajne i, że on jest w tym naprawdę dobry. Żona w tym czasie na jakichś targach była. Ciekawe czy do niej dzwonili czy nie. Pewnie tak.
Nagranie idzie cztery - pięć minut, nic nadzwyczajnego, seks w tyłek. Na redtube czy tube8 można dziesięć takich znaleźć po paru minutach klikania. Po tych pięciu minutach zatrzymywali co parę klatek, bo akcja była następująca: facet w kominiarce kopie w drzwi i włazi z gnatem w dłoni. Nie znał rozkładu pokoju, bo nie strzelał od razu - nie wiedział gdzie. Kochaś sięga pod poduszkę po rewolwer a kominiarz zauważa kamerę i strzela najpierw do niej. Tu koniec filmu.
Ale. Ostatnia akcja, ostatnich parę sekund: kochaś strzela a kominiarz wygina się do tyłu i w lewo a nadgarstek prawej ręki pochyla w lewo i ręka idzie za pochyłem jednocześnie strzelając do kamery. Cyrkowiec. No bo patrzył na kochasia - dlatego uniknął kuli. To jasne, bo kochaś mial jedną linię strzału - kurew mu zasłaniała resztę - a klęczał na łóżku. Kominiarz strzelił do kamery, bo wolał nie występować w filmie za długo. Poza tym przecież kamera go zaskoczyła. A mimo to zagrał jak w rosyjskim balecie.
Technik, ten w garniturku, powiedział, że szkolony. No szkolony, tylko gdzie tak szkolą.

Dobra, zapalę fajkę na korytarzu i pójdę zadzwonić do żony kolesia, bo jednak jeszcze nie dzwonili. Pojadę potem od razu do tego mieszkania, pokręcę się.

Cyrkowiec pierdolony.