Muzycznie

W ramach wspomnień jak to kiedyś fajnie było (a dziś dużo fajniej jest), a także w ramach nachodzącego falami cyklu „Co tak naprawdę miało wpływ na mnie takiego jakim jestem” i wreszcie: w celu uniknięcia łatwej odpowiedzi „wszystko” – dziś rozczulenia muzyczne.
Każdy gdzieś tam hen w przeszłości słuch swój, gust smak i muzyczną klasę kształtował. Niektórzy poprzestali, inni kiwają łbem nawet jak im pralka skrzypi bo bęben wykonuje niekoniecznie obrotowe tylko ruchy, a jeszcze inni siedli w wąskim nurcie i ograniczają się do trzech kapel, z czego jedna nie istnieje, druga się podzieliła a trzecia nawet nie wie, że ma jednego chociaż fana.
Wtydzić się nie mam czego, a nawet dumny jestem, że napiszę właśnie o tym zespole, o którym napiszę. Gdyż niezależnie od tego czy rzeczywiście to on wpłynął na kształt mojej psychiki, gdyby tak było nosiłbym tą psychikę dumnie wypiętą. A nawet ta wersja bardzo mi pasuje. Leży i pasuje mi jak ulał.
No nie, nie było to Kelly Family, New Kids On The Block ani też LeRoy czy tam LiRoy czy jakmutam. Na długo przed LiRoyem słuchałem... tak, punkrocka. Nawet się te nogawki podwijało, a z markerem w kieszeni zaatakowało dwa czy trzy siedzenia w autobusach MPK znakiem anarchii, nie do końca wiedząc co to dokładnie ma znaczyć. Ale, że znak był w miarę prosty i do ogarnięcia graficznego – narysowan został.
Otóż tak, bardzo zaangażowany i mocno anarchistyczny zespół, który był moim ukochanym (miałem wszystkie, absolutnie wszystkie ich kasety i ze trzy nawet były chyba oryginalne, a w każdym razie były z hologramem), śpiewał rewolucyjne songi, których anarchistyczne i antyrządowe treści opisywały na przykład... Słoniątko imieniem Nellie :D
Heheheh eehehe, o kurczę, aż się popłakałem jak zobaczyłem to na Red.. tfu! Youtube. No łzy same lecą, gęba się śmieje, nie da się inaczej z tymi pajacami, wystarczy spojrzeć jak wygląda charyzmatyczny szaman tego trzyosobowego giganta, i jakim głosem śpiewa (tak, to jego prawdziwy, naturalny głos) imć Michael „Olga” Algar. Mój Boże, któryś takich pomyleńców potworzył, dostarczyłeś mi dzięki nim lata całe idiotycznej radości i szczerzenia zębów do ludzi w autobusie, z pierwszym (marki Aiwa) walkmanem pod pachą. Oj, łzy ze śmiechu i rozrzewnienia czas obetrzeć i parę słów o chłopakach napisać.

Kłaniając się niemalże tak, że sobie głowę w dupę wsadzam, przedstawiam Toy Dolls.

Powstali w 1979r i właściwie działają do dziś. Oczywiście nie wspomina ich nikt tak jak... ee tak jak tych, których się wspomina do dziś, ale kij z tym, ja o nich pamiętam, a nawet więcej, śmieszą mnie do łez. Do dziś. O masz, znowu się popłakałem jak pogrzebałem po piosenkach. No dobra.

„Nellie the Elephant” – proszę zwrócić szczególną uwagę na szałowy i nowatorski jak na tamte czasy wystrój sceny (kartony + marker), niezwykle skomplikowaną i po mistrzowsku zsynchronizowaną choreografię.

To tak naprawdę smutna piosenka jest.

Nie, no dobra. Nigdy nie byli poważni. No nie dało się. To znaczy: może i Olga próbował coś z sensem i powagą zaśpiewać, ale przy jego głosie ludzie i tak się śmiali, a jeszcze jak zaczął machać rękami na boki w przypływach choreograficznych wizji to już całkiem klimat szlag trafiał. Tak sobie dziś myślę, że gdyby Olga wparował do You Can Dance, to po szesnastu sekundach Agustin Egurrola jechałby nieprzytomny na sygnale do Tworek.
Teksty, huh, z moim angielskim wtedy było mniej więcej jak dziś z moim hiszpańskim – zrozumienie przyszło dużo później a różne blablania okazały sie realnymi wyrazami. To jednak nie przeszkadzało mi nucić ich piosenki w drodze do szkoły. Groza, to było ponad piętnaście lat temu. Tak, nucić, zapominać plecaka czy worka z ciapami, albo tak uważać na lekcjach, że byłem pytany co mi tak wesoło.
Teksty. Proszę bardzo:
„Boże pomóż mi, co ja mam zrobić
Ojciec mojej dziewczyny jest proboszczem boo hoo
I nie pozwoli mi na sam na sam z tobą
Jest proboszczem i nic nie mogę poradzić”
:D
Ehehehe!

A teraz, co nie jest takie łatwe, trzeba sobie wyobrazić piosenkę składającą się z dzwonienia do drzwi. O tak. Całą piosenkę gość dzwoni do drzwi. Wydaje się idiotyczne do potęgi, ale, trzeba zauważyć, że wolę jak Olga dzwoni do drzwi cztery minuty niż jakiekolwiek dokonania „gwiazd” rmf-owo eskowych.

Żeby tu zaraz nie wyszło, że tylko się wydurniali. Właściwie to dokładnie tak było. Ale czasem wygłupiali się... eeee... inaczej. Na przykład robili covery. Też głupie. Ale za to śmieszne :D
Blue Suede Shoes", "Toccata in Dm", "Sabre Dance", "Livin' La Vida Loca", "Lazy Sunday Afternoon", "I'm Gonna Be (500 Miles) i "The Final Countdown."
Tu, przy okazji coverowania w ich (jedynym, niepowtarzalnym, wariackim, cudownie wolnym od jakichkolwiek punkwych idei, I innych idei, I wzniosłych idei, I wkurwiających idei I idei dla idei) stylu, trzeba pochylić się (ostrożnie – jak tak w zimie się pochyliłem w narciarskich spodniach i teraz ich zszyć nie mogę) nad umiejętnościami gitarowymi pana Olgi i kolegów, a mówię o "Toccata in Dm" i "Sabre Dance". Może i są teraz różne bohatery od gitar, co rżną struny w te i we wte, koncertują, szaleją i są chwalone jako bożyszcza, natomiast przy tych dwóch chłopaczkach, to dla mnie wszystkie Heitfildy, Slasze i inne ryje, to są jedynie bożkowie strumyków podeszczowych przy ul. Narutowicza.

"Toccata in Dm"

No i niech tam, klasyk Elvisowski w wykonaniu Toy Dollsowym :)

O kurczę, znów mi łza pociekła, uwielbiam tych gości. Ile to lat!
The Toy Dolls - I'll Get Even With Steven

I znowu się śmieje, zajadów dostanę I kto mi nasmaruje? No kto?
Spiders in dressingroom!!!
(w tle drastyczne sceny z pająkami, wrażliwi ośmionożnie niech słuchają bez wizji)

Dobra, dość.
Anyway, to właśnie oznacza zrobić coś. Być. Tyle lat a ja dalej sie śmieję, dalej czuję, że świat to ogólnie durnowate miejsce, i trzeba się śmiać, no nie?
I gdybym miał wymienić najlepsze ich piosenki, musiałbym po kolei wklejać wszystkie.
Dzięki chłopaki, za kawał życia, które było łatwiejsze, ciekawsze i łatwiej było je ugryźć w dupę zanim ono mnie tam kopnęło. Dzięki Wam. Wszystkiego dobrego.

Toy Dolls – Dueling Banjos

“…When I wake up yeah I know I'm gonna be
I'm gonna be the man who wakes up next to you
When I go out yeah I know I'm gonna be
I'm gonna be the man who goes along with you
If I get drunk yes I know I'm gonna be
I'm gonna be the man who gets drunk next to you
And if I haver yeah I know I'm gonna be
I'm gonna be the man who's havering to you

But I would walk 500 miles
And I would walk 500 more
Just to be the man who walked 1,000 miles
To fall down at your door..”
- Toy Dolls – “I'm Gonna Be (500 Miles)”
:))