"Na wsi kupuje się inaczej" - dramat ekologiczny

OSOBY:

  • Ciotka Lucyna: spożywcza businesswoman (nie moja ciotka, ogólnie)
  • Krzysztof: mąż Lucyny, sympatyczny lecz milczący
  • Córka Lucyny: tu w zasadzie wszystko jasne
  • Kupujący: niżej podpisany
  • Dwa ratlerki

MIEJSCE AKCJI:

Piwny parasol przy drodze obok bramy, parę skrzynek z warzywami ale niezbyt dużo. Podobnie jak kupujących.

AKT I

Upalnie. Wedle zapowiedzi 31 stopni. Naprawdę 26. Ratlerki ujadają zza bramy. Ujadają bez wyraźnego powodu na kupujących, na drogę i na siebie.

Ciotka Lucyna: Co dla ciebie?
Kupujący: Tych malinowych tak z półtora kilo.
Ciotka Lucyna: Waga zepsuta, dam na oko.
Kupujący: Wolałbym do sałatki.
Ciotka Lucyna: Humor po tatusiu?
Kupujący: Tutaj też go znają? Może lepiej takich mniejszych?
Ciotka Lucyna: Abo to inaczej smakują?
Kupujący: A smakują?
Ciotka Lucyna: Zjesz, wysrasz, zapomnisz. Co jeszcze?
Kupujący: A te paprykowe to jakie są?
Ciotka Lucyna: Paprykowe, przecie napisane.
Kupujący: Ale w smaku chodzi mi.
Ciotka Lucyna: W smaku jak pomidory.
Kupujący: Dobra, to jeszcze te dwa paprykowe.
Ciotka Lucyna: (liczy na kalkulatorze) 6zł.
Kupujący: Ale nie takie zielone.
Ciotka Lucyna: Przecież ci moment dojrzeją, to nie październik.
Kupujący: Nie mogę tych już dojrzałych?
Ciotka Lucyna: Oj weź nie pierdol mi tu, pańskie podniebienie chłopcu wyrosło i wydziwia. Bierz i spierdalaj. Co jeszcze?
Kupujący: No to wezmę.
Krzysztof: (poklepuje Kupującego po ramieniu i śmieje się przez ból trzydziestu pięciu lat pożycia)

AKT II

Ratlerki ujadają tyłem do bramy.

Kupujący: Kalafiora jeszcze. Tylko jakiegoś dużego. Są jakieś większe?
Ciotka Lucyna: (bierze się pod boki) Teraz Lucynka zasadzi gumiaczki i będzie zapierdalać przez pole, i szukać kalafiorka dla panicza.
Córka Lucyny: (otwiera bramę wypuszczając na świat ratlerkowe piekło)
Ciotka Lucyna: Córcia, leć no po kalafiora.
Córka Lucyny: Mamo, ja nie mam czasu latać w te i we wte, sklepy do 14:00 i mi zaraz pozamykają.
Ciotka Lucyna: No i masz, na chuj mnie te dzieci były!
Kupujący: (macha ręką odpuszczając) bób wezmę w takim razie.
Ciotka Lucyna: Taki? Od razu mówię, że większego nie ma.
Kupujący: Ani paprykowego. Ile płacę?
Ciotka Lucyna: (liczy na kalkulatorze) 6zł.
Kupujący: Ciekawe, że ja tak za wszystko 6zł płacę, nie?
Ciotka Lucyna: Toż mówiłam, że waga zepsuta.
Kupujący: A kalkulator dobry?

Ratlerek gryzie kolegę i obaj wpadają między skrzynki. Lucynka bierze kija, Krzysztof łzy w oczach ze śmiechu. Szamotanina, pisk, apokalipsa.

KURTYNA