Fünfzig Grautöne

Ana "Stasi" Stahl przyglądała się sobie w lustrze. Wysokie piąte miejsce w szkolnym konkursie piękności zajęła tylko i wyłącznie dzięki ekstrawaganckiemu wąsikowi, który odziedziczyła po babce. Przymknęła oczy. To były piękne zawody. Gdyby nie przejeżdżająca akurat przez maisto drużyna ukraińskich sztangistów, zajęłaby najbidniej drugie miejsce.
- Jesteś piękną kobietą - powiedział. Ana otworzyła oczy i rozejrzała się. Do kogo on mówi?
Gestem zaprosił ją do wanny. Woda była wczorajsza a na poręczy wisiały schnące jeszcze skarpetki. Christian bez skrępowania zsunął kalesony z klapą odważnie patrząc jej w oczy. "Jesteś piękną kobietą" powtarzała sobie w myślach wchodząc do wanny. Może ma kataraktę - pocieszała się Ana. Ułożyła się wygodnie podsuwając kolana pod samą brodę i ciasno obejmując je dłońmi. Kawalerka Christiana była niewielka ale naprawdę świetnie urządzona. Od łazienki do kuchni wystarczyło właściwie sięgnąć ręką. "Zalety są takie, ze jak posprzątasz pokój to masz posprzatane całe mieszkanie" żartował Christian. Kiedy wszedł do wanny przeszedł ją dreszcz.
- Przepraszam - powiedział. - zrzuciłem suszarkę.
Siedzieli zetknięci kolanami. Christian dopiero wtedy zdjął sweter i zaczął zalotnie dopierać ślady po kawie.
- Umyć ci pachy? - zapytał. Boże, jaki to zwierzęcy magnetyzm, pomyślała Stasi. Który inny wiedziałby jak poruszyć najdelikatniej i najpiękniej każdą strunę.
Kostka "Białego Jelenia" była spora a mimo to delikatnie potrafił się posługiwać nawet tak niewygodnym przedmiotem. Mogłam ogolić pachy, poszłoby mniej mydła - myślała. Poczuła lekkie pieczenie. Christian zauważył.
- To sąsiadka, zawsze w środę piecze sernik - przyznał lekko zawstydzony. - Tu są cienkie ściany, takie budownictwo.
O rany, on się zna na wszystkim! Jego erekcja sprawiła, ze się zakleszczyli. Chyba tego nie planował. Ale i tu znalazł radę. Podzielili mydło i nasmarowali wannę tam gdzie się dało. Po kwadransie i zaciętych próbach w końcu mogli wstać z głośnym plaśnięciem. Jestem w wannie z Christianem Grau, powtarzała sobie Ana. Absolutnie nikt w Ministerium für Staatssicherheit mi nie uwierzy!
Zawiązał jej oczy szarfą. Ktoś na wuefie nie będzie miał pary, myślała Ana, trudno.
- Zobacz jaki jest twardy - powiedział jakby wydawał polecenie.
Rzeczywiście, twardszy niż się spodziewała. I jak ukształtowany. Wyobrażała sobie cały jego profil chwyciwszy go oburącz. Zdecydowanie dała się zaskoczyć. Wtedy mocno chwyciła za oba kurki.
- Gdzie kupiłeś taki kran, Chrisitan?
- Na pchlim targu, to podobno rodzinna pamiątka. Prawdziwy mosiądz.
Jestem już jego, prawie na glos powiedziała Ana "Stasi". Może zrobić ze mną co tylko ze chce. Niestety, kiedy się do niej zbliżył napierając z całych sił drzwiami, zapukali sąsiedzi. Toaleta była wspólna na całe piętro i chcąc nie chcąc musieli ustąpić. Kiedy przeszli do sypialni mogła podziwiać jego i jego Adonisa w całej okazałości. Zaczęła lekko się ślinić ale to dlatego, że po całym dniu pracy oparła się o ścianę i przymknęła oko. Kiedy się obudziła miała związane ręce krawatem. Christian zorientował się, że zrobił coś nie tak.
- Przepraszam. - powiedział - Zupełnie nie umiem wiązać krawatów.
- Chciałabym, żebyś mnie pocałował... tam.
Christian podchwycił jej spojrzenie pełne ognia i pożądania.
- W Berlinie? - zapytał.
Jest taki domyślny. Momentalnie zrobiła się wilgotna. Christian zrozumiał bez słów i przykręcił nawilżacz. Urządzenie było dostosowane do mieszkania cztery razy większego niż to.
Kiedy ją chwycił w talii, poczuła, że sztywnieją jej nogi. Momentalnie zdjął z niej skarpetki z przyciasnymi ściągaczami. Poczuła się rozluźniona.
Uklęknął i zdjął z niej bieliznę. Przez głowę przemknęły mu obrazy amazońskiej dżungli i systemu korzeni podporowych w lesie zalewowym.
Teraz zawiązał szarfę także sobie. Kiedy w nią wszedł powiedział uprzejme "przepraszam" i poszedł jeszcze raz, tym razem na lewo. Zabawa polegała na tym by znaleźć ukrytą porcję chałwy ale przy okazji nie wpaść na siebie. Spoceni i wyczerpani padli na łóżko półtorej godziny później.
Boże, jak on kręcił językiem... W lewo, w prawo, w tutkę. Gwizdał przy tym. Na końcu zawiązał ogonek od czereśni w pętelkę.Cuda, które jej pokazywał dalece przekraczały jej wyobraźnię. Ujęła w dłoń jego Adonisa.
- Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter! - szybko powiedział Christian.
- O co chodzi? Robię coś nie tak? - zdziwiła się Stasi.
- Nie nie, po prostu muszę się na czymś skupić, żeby za szybko nie skończyć. - odpowiedział Christian. - Ściśnij koniec i zroluj do dołu.
Dlaczego w tej chwili każe mi zasuwać żaluzje, myślała Ana. Ale nie zaprotestowała.
Płomień świecy rozświetlał mieszkanie. Było dosyć gorąco i Ana chciała zgasić świecę ale Christian się nei zgodził.
- Nalezie komarów i innego ścierwa, nie da się spać. - oznajmił. Świeca była ogrodowa ale skuteczna.
Był taki męski. Wyciągnął ze mnie kulki jakby startował piłę łańcuchową albo motorówkę.
- To na mole. Lawenda. - przyznała Ana pąsowiejąc na policzkach.

1496_aa57