Zmierzch: Sailor Moon

- Bello, dlaczego poszliśmy do Tesco?
- Jak to dlaczego? Po jedzenie. Muszę jeść, rozumiesz? Może ty nie, ale ja potrzebuję. Pobieram pokarm do otworu gębowego. O tu.
Bella przyjrzała się na zawartość koszyka i odwróciła w stronę serów i majonezów. Edward jakby ocknął się z zamyślenia.
- Dobrze, to weź jeszcze Chappi dla Jacoba.
- Ed, przestań. Mówisz tak tylko dlatego, że nazwał Cię Bladomirem, drugim bratem Faramira.
- Wcale nie - Edward wzruszył ramionami - On to naprawdę lubi. A poza tym poprosił Cię przecież o mapę, bo już dwa razy zgubił się w lesie i wracał do domu TIR-em, a raz karetką.
- Edward!
Wampir obruszył się i przez długi czas się nie odzywał. Nie lubił miejsc publicznych a już na pewno nie supermarkety. A poza tym zawsze lubił siarczyście się zamyśleć i łapało go to nie wiadomo kiedy. A tu - stojąc z wypchanym koszykiem - nie wyglądało to nazbyt dobrze i denerwowali go ludzie, którzy w kółko pytali "Czy nic się panu nie stało?".
Na dodatek Bella miała najwyraźniej trudne dni, co jego jako wampira podwójnie drażniło. To tak jakby za wydobywającym samego siebie z nałogu alkoholikiem powolutku jechała ciężarówka z piwem i co jakiś czas trąbiła migając długimi.
Ale dzień wcale nie musiał być stracony. W tej chwili stał przy oknie i obserwował przecinającą przejście na czerwonym wielką ciężarówkę z drewnem. Zastanawiał się czy wampiry też miewają deja vu.
- Edward, chodź zobacz! - zawołała z przebieralni.
- Idę.
Zagryzł wargę i zaklął cicho. Zagryzanie warg u wampirów to kiepski pomysł, ale często zdarzało mu się o tym zapomnieć. A zagryzł, bo nie bardzo wiedział co powiedzieć. Że jej ojciec w tym swetrze wyglądałby dużo lepiej? Że ten model ubrania wierzchniego bije rekordy popularności wśród posiadaczy kutrów rybackich?
W zamyśleniu zakrył oczy ręką. To wystarczyło.
- Co ty sobie wyobrażasz? Może według Ciebie powinnam nosić zwiewną sukienkę? Jest zima, wiesz? Zima!
Bella wzięła się pod boki, a Edwardowi przemknęło przez głowę, że jakimś Sfinksem meteorologicznym jest, że w Forks jest zima naokrągło a jednak czasem ludzie ubierają się lekko, a czasem chodzą opatuleni pod oczy. Co nimi powoduje? I znowu się zamyślił.
- ...I tego też mam już serdecznie dosyć! - produkowała się dalej Bella, a wokół zebrało się już kilka osób. - Wziałeś do koszyka to o co cię poprosiłam?
Edward spojrzał w dół na dwanaście bakłażanów. Chyba w zamyśleniu wziął czyjś koszyk. Wzruszył ramionami i poszedł szukać tego właściwego.
Bella wróciła do przebieralni i spojrzała w lustro. A może Jacob? Jest młodszy, łatwiej wywrzeć na nim presję. Edward często zachowywał się jak karp: po pięciu minutach zapominał gdzie jest i co się dzieje, po czym, po chwili odwracał się uśmiechnięty jakby dopiero co się zobaczyli. Już ją nudziło to, że mówił swoje "Chodź za mną do lasu" i albo zapominał, że z nim idzie, albo zapominał dokąd idą, albo że idą. Raz powiedział jej, żeby położyli się pod drzewem i zasnął, a ona nabawiła się odmrożeń stóp i polar jej pękł jak wstawała. Innym razem skacząc od drzewa do drzewa wpadli na słup wysokiego napięcia, co mogło skończyć się naprawdę źle gdyby Edward nie przewodził. Czasami miała tego serdecznie dosyć. Gdyby nie ojciec, Edward miałby poważne kłopoty za zamyślanie się za kierownicą. Po prostu zwieszał głowę, otwierał usta i jeszcze próbował się odwrócić. Musiała nieustannie na niego uważać.
Co innego Jacob. Może i impulsywny, dosłownie w gorącej wodzie kąpany, ale opiekuńczy i zawsze gotów pomóc. Nawet urocze jej się wydawało to, że piszczał pod drzwiami albo szarpał za nogawkę gdy chciał, żeby mu rzuciła patyk. W końcu tylu facetów to dzieci, a Jacob zachowywał się tak tylko czasami.
Z zamyślenia wyrwał ją Edward, który wrócił z koszykiem bananów.
Wolno pokręciła głową.

Zapłacili kartą Edwarda - miał 6% zniżki jako, że w sieci był od 80 lat. To miał być zwyczajny wieczór we dwójkę, z domowym jedzeniem, muzyką i filmem. Nie zgodził się na Draculę ani tym bardziej na Blade'a więc pozostali przy Resident Evil. Bella zrobiła pierogi a on, specjalnie dla niej, zmusił się, żeby wsadzić i przemielić jednego. Protestował, bo od szpinaku skóra mu czerwieniała. Wszystko było normalnie, oprócz wizyty Jacoba. A ów - jak zwykle - skoczył z drzewa przez okno. Tylko, że Edward je wcześniej zamknął. Bellę szlag trafił na miejscu bo była zima a okno poszło w drzazgi, Edward chcąc nie chcąc użył kontroli umysłu, ale nie trafił w Bellę tylko w Charliego, który momentalnie zasnął i spadł ze schodów. Mniej więcej w tym samym momencie ocknął się Jacob (któremu Edward, korzystając z okazji zaraz po wtargnięciu, rozbił na głowie wazon) i natychmiast się zdenerwował co skutkowało przemianą w wilkołaka, ale pod łóżkiem zaskutkowało to wywróceniem biurka, akwarium, komputera, całej zastawy, szafy i regału. Edward użył drugiego wazonu. Bella zbiegła na dół do Charliego a Ed wyrzucił Jacoba przez drugi okno, bo dobrze nie wymierzył. Gdy wyjrzał za nim i spostrzegł ciało wilkołaka leżące na rozpłaszczonej ciężarówce Belli, o mało nie zapłakał po raz pierwszy od dziesięcioleci. Zamiast tego ugryzł się w pięść. Wtedy zapłakał.
Ciekawiej zrobiło się gdy przyszli koledzy Jacoba pokrzykując, że zerwał pakt. Edwardowi pomału kończyły się już wazony, Charlie się ocknął ale gdy wyjrzał za okno natychmiast zemdlał. Bella miała dość rozli rozjemcy więc dość celnie rzuciła rondlem ale akuratnie wtedy Edward wylądował na podjeździe. Zalśnił diamentowo w miejscu uderzenia i poleciał mimowolnie w krzaki. Rozsierdzone wilkołaki rzuciły się za nim. Stara sztuczka z udawanym skokiem w przepaść jak zawsze zadziałała. Edward wygramolił się z krzaków wprost na wyprowadzoną z forehandu patelnię. Zalśnił na całej twarzy.
Jacob przybrał ludzką formę a Edward wycedził, że Bella powinna zrobić to samo. Tego wieczoru wszyscy troje zaczęli po raz pierwszy gruntownie się zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi. Ale tak naprawdę.