Ene Due Noe

"Noah" Darrena Aronofskyego to film o opętanym żądzą mordu ekstremiście religijnym, któremu chmury podpowiadają plan zabicia wszystkich ludzi na świecie a on ochoczo przystaje. Mimo umysłowej ociężałości nabytej w wyniku tradycji rozmnażania wyłącznie w obrębie własnej rodziny, Noe dostrzega szansę na ocalenie swoich najbliższych: wybuduje prostokątne koszary, w których znajdą schronienie wszystkie zwierzęta i Emma Watson.

Noe, którego gra Russel Crowe, pięknym umysłem tutaj nie jest. Ciekawym - to na pewno. Często zwraca się do chmur z rozmaitymi problemami albo do dziadka. Dziadek Noego - Matuzalem - wcale nie jest lepszą pomocą niż chmury. Matuzalem mieszka samotnie w jaskini, gdzie żywi się różnymi naroślami i grzybami. Jest więc z natury idealnym interpretatorem wizji, które nawiedzają Noego w snach.

Jak to w patologicznej rodzinie bywa, jedynym problemem dziadka z planem zabicia wszystkich na świecie jest to, że dziadek wolałby ogniem a wizja stanowczo odnosi się do wody. Chcąc nie chcąc dziadek godzi się pomóc Noemu a potem idzie szukać jagód. Naprawdę. W drugiej połowie filmu Matuzalem łazi po lesie na czworaka i szuka jagód. Znajduje na końcu filmu jedną, czerwoną czyli jeszcze zieloną. Niestety dostaje prosto w twarz kilkumetrową falę tsunami.

Mimo, że chmury nie precyzują kto dokładnie ma ocaleć a kto nie, Noe dochodzi do zdrowego wniosku, że to właśnie on ocaleje wraz z rodziną. Chmury nie wnoszą sprzeciwu.

Noe niestety nie wie jak wybudować koszary dla zwierząt i Emmy Watson ale od tego jest zaznajomiony z jaskiniowymi naroślami dziadek. Po wypiciu naparu z grzybów Noe widzi schemat drewnianego zamku i w te pędy biegnie go budować. Tu z pomocą przychodzą Transformersy. Niestety zamiast chwytliwych imion typu Starscream czy Warpath tutaj mamy Szemhazaja. Antyczne Transformersy transformują się w kamienie a nie w samochody ale przynajmniej wybuchają podobnie jak u Michaela Baya.

W międzyczasie psychoza Noego pogarsza się. Zabicie wszystkich na świecie przestaje mu wystarczać i bardzo chce zabić kogoś ze swoich. Wpada na ciekawy pomysł: zaraz po tym jak wszyscy, którzy powinni się uratować uratują się - powinni umrzeć. Twierdzi, ze to spodoba się chmurom. Chmury nie wnoszą sprzeciwu.

Zwierzęta tłumnie przybywają do drewnianego hangaru z wyjątkiem ryb (i generalnie wszystkich stworzeń wodnych) oraz gęsi, które jako jedyne z całej tej paczki podchodzą do sprawy zdroworozsądkowo. Zaczyna padać. Noe jest zadowolony.
Niezadowolony jest Cham, syn Noego, który ma serdecznie dość tego kazirodczego kołchozu i chciałby zamoczyć coś zdrowego dla odmiany. Na jego nieszczęście od spółkowania z kimś normalnym odciąga go ojciec, który siłą zaciąga go do hangaru, żeby go uratować i żeby potem umarł. Cham uważa, że to niesprawiedliwe bo jego brat Shem wyrwał Emmę Watson i może ją stukać kiedy dusza zapragnie bo raz, że jest bezpłodna a dwa, że jej drugą opcją jest kulawy żubr i dwa krokodyle. Jest jeszcze najmłodszy brat - Jafet - ale jest jeszcze za mały by pojąć dramatyzm całego tego cyrku, więc praktycznie ze wszystkiego się cieszy.

Deszcz pada niemrawo więc prosto z ziemi tryskają całe kolumny wodne jakby ktoś popsuł wszystkie hydranty w okolicy. Na ten znak Noe salutuje chmurom, zamyka bramy i wesoły zamek z drewna odpływa w nieznane. Transformersy wracają na Cybertron.

W międzyczasie okazuje się, że Emma Watson jest jednak płodna dzięki Matuzalemowi, który dawał grzyby wszystkim więc dał i jej. To stanowi problem dla Noego bo jeśli urodzi się dziewczynka to będzie mogła rozmnażać się z małym Jafetem (mina Chama - bezcenna). Jak na uczciwego psychopatę Noe postanawia poradzić się chmur. Te jak na złość milczą. Wobec powyższego Noe oznajmia, że dokona aborcji z poślizgiem: jeśli urodzi się dziewczynka to ją zamorduje nożem. Nikt nic nie mówi na temat tego, że jeśli urodzi się chłopiec to Jafet będzie musiał słuchać One Direction, oglądać TVN Style i jakoś sobie w życiu radzić, żeby mieć odrobinę przyjemności.
Na złość Noemu, chmurom i całej powodzi, dziewczynki rodzą się dwie. Pschychopata wpada w szał. Łajba w szkwał. Dramat.

Koniec końców łajba ląduje na brzegu, Noe porzuca zamiar podwójnego bestialskiego mordu i znajduje nowe przyjemności w pędzeniu domowego wina. Porzuca też rodzinę, pędzi więcej wina w jaskini i śpi z głową w żużlu. Rodzina wydaje się szczęśliwa z powodu, że morderca został pijakiem toteż uprawia ziemię i sadzi zwierzęta (nasion przecież nie mieli).
Cham ma tego pierdolnika już wyżej uszu i wyrusza na poszukiwanie wybranki swego serca w świecie gdzie nie ma kompletnie nikogo. Niniejszym rozpoczyna się w literaturze epoka romantyzmu.

THE END.