Poradnik - cz. 1

Chodzi o to, żeby nie być pizdą.

I to właściwie tyle gdybym nie chciał tej myśli rozwijać. Poradnik jednak ma być poradnikiem i omawiać konkretne sprawy, pomagać w życiu, prostować moralne skoliozy czy oduczać nawyków (nawyk to z ang. habit, czyli znaczenie raczej negatywne). Pomysł wziął się od Rona Swansona (wyjaśnienie dalej) oraz od pewnej scenki rodzajowej.

Scena wyglądała w ten sposób, że przed ratuszem pewnego miasta na wschodzie (nazwy nie podam, a ci, którzy dojeżdżają do pracy z Lubartowa wiedzą o co chodzi) odbywał się koncert charytatywny. Tak mniemam, ze charytatywny, bo zespół, który tam rzępolił bankowo zbierał na pomoc dla siebie i przypadkowych słuchaczy rażonych tymi dźwiękami. Sytuację sobie chłopaki dodatkowo pogorszyli śpiewając "Should I stay or should I go" gdzie odpowiedź nasuwała się sama. W tym już smutnym obrazku pojawił się młody człowiek z piórami do ramion, ćwiekowaną skórą, ćwiekowanym pasem, ćwiekowanymi butami (które dodatkowo miały liczbę klamer nieakceptowalną nawet we francuskiej armii) i koszulką z jakimś demonicznym obrazkiem. Nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że stał tam i się wczuwał. Zrobiło mi się bardzo smutno. Miałem ochotę podejść, położyć mu rękę na ramieniu i poważnie patrząc mu w oczy powiedzieć "Czy już wiesz, dlaczego nie masz dziewczyny, Rafał?". Nie wiem czy miał na imię Rafał. Chuj z tym tak naprawdę. Chodzi o to, że człowiekowi sms o treści POMAGAM sam się pisze w takiej sytuacji. Nie możesz tak dalej robić, Rafał.

I nie chodzi zupełnie o muzykę czy upodobania dźwiękowe (nie wszystko mimo szczerych chęci mozna nazwać muzyką) bo muzyki słucha się dobrej i koniec dyskusji. Ani o szatana na koszulce bo masz prawo wierzyć nie tylko w Belzebuba, Anzelma czy tam Azazela ale nawet we wszystkie Troskliwe Misie razem z  Brzydalem (sesesese). Potrzeba posiadania wyimaginowanych przyjaciół jest w nas silna od dzieciństwa i wara od niej komukolwiek. Czyli co? Unikać kiepskich imprez? To też. Ale gdyby tak wymontować ćwieki i sprzedać na skupie, a za skórę wziąć kasę nawet wagowo - najlepszy przelicznik - to za ten hajs pójść, poprosić pania w sklepie, żeby koszulę dobrała. Ale taką normalną, wiadomo, że zaraz po pozbyciu się ćwieków człowieka ciągnie do cekinów. Pasek też i spodnie. I buty. Glany martensopochodne to nie jedyne obuwie dostępne na świecie. Możliwe, że odrzucą cię koledzy z fanklubu ratuszowych koncertów ale idź na całość i spróbuj odkryć stopy w sandałach albo klapkach. W każdym razie kiedy ubierzesz się już pierwszy raz w życiu jak facet i nie na złość mamie, to idź pod ten ratusz. Idź, nie pierdol. Rękawy podwiń, dziar nie chowaj, złap za mikrofon i powiedz, ze dzieciaki ćwiczyły ten kawałek dwa tygodnie po to, żeby nazbierać sobie na kolonie. Może nie jest idealny, ale żaden z was nie potrafi ruszyć dupska sprzed telewizora, żeby zrobić coś ze swoim życiem a oni tak. A mają dopiero po dwanaście lat. Dlatego każdy teraz wyskakuje z piątaka a kto nie ma zapierdala do bankomatu.

Niniejszym (stojąc w skrojonej koszuli z widocznymi dziarami i rozpuszczonymi piórami) uzyskujemy efekt tzw "pierwszego siku" u otaczającej scenę płci pięknej. Ale o tym w następnym odcinku.

[youtube_sc url="http://www.youtube.com/watch?v=37HXByCFyhg"]