maile 4

:)>
Dobrze, więc...
Co oprócz Kruka? Jest jeszcze jakiś film, o którym możesz powiedzieć - "mój"?

:]>
Nie, 'mój' to o żadnym innym.
Ale lubię filmy, coś o nich wiem, chyba potrafię je oceniać i odróżniać. I nastawić się do konkretnego.

:)>
No więc cóż więcej?

"Kruk" na podium, a dalej?

U mnie na 1. jest Pink Floyd: The Wall.

:]>
Wiesz co, hm, nie ma podium
Gdybyś wierzyła w miłość, prawdziwą, jedyną i taką, której się po prostu nie tłumaczy, to też ułożyłabys podium?

Z filmami jest tak, że ciężko o naprawdę gówniany. Po prostu jest moment, w którym masz ochotę na film nieskomplikowany o dużej ilości wybuchów. I to koniec Twoich wymagań na daną chwilę. Znajdujesz odpowiedni, pasujący do wizerunku i jest świetnie, spędzasz dwie świetne godziny.
A czasem potrzebujesz bardziej złożonej pożywki, wtedy grzebiesz w filmach bardziej.
Ostatnio widziałem 'To nie jest kraj dla starych ludzi' i 'Jumpera'. Jeden wybitny, drugi sięgał dna.

:)>
Wierzę w taką miłość.

"To nie jest kraj dla starych ludzi" - dużo tym filmie słyszałam, ale nie miałam okazji widzieć. Chyba muszę się wybrać do kina, schamiałam ostatnio pod tym względem. Za to z filmów, które osiągnęły dno - widziałam "Piłę IV"... Po pierwszych 10 minutach chciało mi się wymiotować, a zazwyczaj nie reaguję tak na brutalność.. Przesadzili..

:]>
naprawdę wierzysz?

:)>
Wierzę.
Może naiwnie, ale wierzę.

:]>
To w takim razie mam dla Ciebie zagadkę.

:)>
Mam się bać?

:]>
ależ skąd.
chyba, ze emocjonalno-intelektualnych wyzwań nie lubisz, tedy pokój dam
:)

:)>
Boję się, że nie podołam. Ale dawaj

:]>
Proszę bardzo.

Załóżmy, że warto ze wszystkich ideałów, których życiowa trwałość jest różna, zachować w miarę w dobrym stanie ten jeden: prawdziwą miłość, przy której blask i wartość wszystkich innych spraw blednie.

Oj bo wpadam w poetyckość, a nie mam odpowiedniego obuwia.

Skoro takowa istnieje, to czy można ja stracić?
Miłość - idealna, moc, miejsce, nagroda i cel starań, z której życie powinno się rozpoczynać i w niej spocząć. Czy można ją przegrać?
Popatrz, skoro istnieje, skoro jest przeznaczona, czeka na Ciebie z utęsknieniem, to może być utracona?
Wyobraź sobie, że ją poznajesz i... i nagle ni stąd ni zowąd nie zastanawiasz się już czym jest, jak ją rozpoznasz, która to tak naprawdę. Wiesz. Kobieta/Mężczyzna, to człowiek o dotyku, o którym możesz pisać książki całe, marzysz o tym, by zamknąć się w jego ramionach i zapomnieć o tym, że oddychasz. Łzy napływają Ci do oczu gdy tylko wspomnisz o nim, o jego dłoniach, spojrzeniach, a najbardziej, na wspomnienie jego śmiechu i oczu w których można zamknąć swoje własne.

A co jeśli nie możecie być razem, jeśli wasze umysły to cyklon, którego nie można zamknąć w jednym pomieszczeniu, to żywioł, którego nie można przez dłużej niż chwilę zetknąć z drugim żywiołem?

Musisz żyć, dzień po dniu, zapomnieć, nauczyć się wyłączać uczucia, niektóre zbyt śmiałe marzenia, myśli i nadzieje. Musisz nie tyle nawet zgodzić, bo kogo to obchodzi, że nadal się nie zgadzasz, ale zastosować do swojego życia całkiem nowy program, łatwiejszy, płytszy, prostszy. I nim się kierować. Nie zapominasz ale wycinasz ze swojej świadomości strzępy wspomnień otoczonych każdym zmysłem.

Po kilku latach zadajesz sobie to pytanie: czy Miłość może przyjść i odejść? Czy już po wszystkim? Czy tak właśnie jest? Miłość, piękna, wspaniała, szalona. Ale już jej nie ma. Już po wszystkim. Teraz żyj do końca, ze świadomością, że Twoja kolej już była.
Czy to jest możliwe?
Gdzie jest powiedziane, że Twoja najśmielsza myśl o Miłości ma trwać wiecznie i będzie szczęśliwa?

:)>
Nie przeżyłam takiej miłości, wydawało mi się, że tak, że owszem, ale po przeczytaniu tego, co mi napisałeś, wiem, że to nie był szał emocji, raczej pierwsza miłość i to wszystko, co zawsze się z tym wiąże - przeświadczenie, że to On, że na całe życie, że ojciec moich dzieci itp. Życie weryfikuje takie marzenia. Ale też każda miłość jest inna.

Nie ma dobrej odpowiedzi na Twoje pytania. Za to jest następne -jeśli to faktycznie było TO, platońskie połówki dusz, to CZEMU to straciliście? Dla takiej miłości nie ma nic niemożliwego. Nie ma granic, barier. Eryk Draven pokonał nawet śmierć.

Jeśli faktycznie tak czułeś, i ona też, to czemu nie walczyliście?
Sam napisałeś - Miłość - idealna, moc, miejsce, nagroda i cel starań, z której życie powinno się rozpoczynać i w niej spocząć. To piękne.

Jeśli zadaję zbyt osobiste pytania, ok - zatrzymajmy się na rozważaniach.

Można stracić taką Miłość. Wszystko możemy stracić. A najłatwiej traci się rzeczy najcenniejsze.

Ale już jej nie ma. Już po wszystkim. Teraz żyj do końca, ze świadomością, że Twoja kolej już była.

Nie wierzysz już, że może przyjechać następny pociąg? Bo ja wierzę. Gdybym nie wierzyła, to po co budzić się co rano? Ja to robię z myślą - dziś będzie dobry dzień, może dziś Go spotkam? Tylko że ja jestem raczej optymistką, a ludziom z poczuciem weltschmerz jest pewnie dużo trudniej..

Przepraszam, że tyle to trwało, ale musiałam pomyśleć. Nie jest to łatwy temat.

:]>
Nie, zupełnie nie chodzi o oczekiwania.

Tylko spróbuj nie negować, spróbuj sobie uświadomić i wyobrazić, że to dokładnie to. To czego chciałaś i oczekiwałaś. W takiej formie i pod taką postacią, że przekracza to Twoje najśmielsze myśli o pożądaniu.

A teraz najlepsze. Wyobraź sobie, że to to. A teraz uświadom sobie, że ludzie nie sa na to gotowi. Czekali całe swoje życie, ale... tylko czekali. Nic więcej. Przez samo czekanie ludzie nie stają się gotowi.
Stracili swoja szansę.
I tyle.
Koniec filmu.

Piękne, prawda?
Po prostu nie podołali. Nie pytaj o próby walki, starania i poświęcenia, bo nie mam tyle czasu i chyba nie dałbym rady tego opisać. A poza tym te pytania o walkę to raczej pytania z redakcji Bravo.
Po prostu ludzie się w pewnym momencie skończyli. Zadanie ich przerosło.
To jeden z możliwych scenariuszy przepięknej i jedynej Miłości.

:)>
Nie neguję.

Próbuję sobie wyobrazić. I nie potrafię..

To cholernie smutne co piszesz

:]>
e, niekoniecznie
życie, po prostu

pewnie łatwiej by było gdybym nie był tak cholernie czułym odbiornikiem emocji.
ale cóż, każdemu coś tam dane

:)>
Jak to się dzieje, że po "rozmowach" z Tobą tyle mi się myśli?

Ale to chyba dobre

:]>
nie zawsze i nie dla każdego. tak jak bieg przełajowy może byc świetnym przeżyciem, albo krytycznym wysiłkiem, o którym jak najszybciej należy zapomnieć.

Każdy ma swoje tempo, swoje możliwości i chęci lub ich brak do rozwijania jakichśtam umiejętności.

Jeśli dobrze Ci z tym, to dobrze.
ot i wsio :)

:)>
Dobrze to mi nie jest, jest... dziwnie. Smutno. Nie lubię się nagle budzić i stwierdzać, że życie nie jest różowe, ale czasem cholernie pokręcone. Jakoś trudno się żyje z taką świadomością.

:]>
a nie sprawiedliwiej?
Nie czyściej?
Nie uczciwiej wobec siebie bez tej całej różowawej otoczki, delikatnych codziennych kłamstewek, klepania się po ramionkach z uśmiechniętym 'O, heeej! a co u ciebie :))))))' ?

Myślę, że dopiero bez tego wszystkiego można naprawdę działać, można być sobą. To nie będzie się podobało wszystkim wokół.
Ale będzie szczere.

:)>
Tylko że nie żyjemy sami na świecie. Żyjemy wśród ludzi. I nie każdy ma siłę, by walczyć z wszystkimi wokół o siebie. Bo może zostać zupełnie sam. I będzie czysty, sprawiedliwy wobec siebie, ale przeraźliwie samotny.

:]>
a co możesz w tym temacie powiedzieć o mnie? z własnych obserwacji.
Ciekawy jestem Twojego, szczerego zdania

:)>
Słyszę różne opinie o Tobie. Zresztą sam jesteś ich świadomy.
I podziwiam Cię. Bo chyba jestem w stanie powiedzieć, że troszkę Cię już znam i wiem, jak bardzo są one niesprawiedliwe. Powierzchowne.

A Tobie mimo wszystko chce się tu przyjść. I działać. I rozmawiać z nami, wysyłać aht, aux itp. Być wśród ludzi, którzy nic do Twego życia nie wnoszą. A przecież wystarczy odwrócić się plecami i powiedzieć - kij Wam w oko, nie jesteście mi potrzebni.

Chyba że jednak jesteśmy?